iframe

Maria Sergia od Matki Bożej Bolesnej (Julia Rapiej) urodziła się 18 sierpnia 1900 r. we wsi Rogożyn koło Lipska, w powiecie augustowskim (obecna diecezja ełcka).

Do zgromadzenia została przyjęta 25 grudnia 1922 r. Formację nowicjacką rozpoczęła w Grodnie, skąd po roku została wysłana z innymi siostrami do Ameryki. W Des Plaines złożyła pierwsze śluby, a w Filadelfii śluby wieczyste.

Do Nowogródka przyjechała w 1933 r. Gdy w domu w Filadelfii siostry mówiły jej o groźbie wojny w Europie, s. Maria Sergia odpowiedziała: «Tego się nie boję, bo nie mam nic innego, co mogłabym dać Panu Jezusowi za Jego miłość, więc pragnę oddać Mu swoje życie. I męczeństwa też się nie boję».

W klasztorze wykonywała prace domowe: pomagała w kuchni, a w czasie wojny w gospodarstwie. Wyróżniała ją szczególna miłość do Matki Najświętszej. Był to jej ulubiony temat rozmów. Oddziaływała na innych swoim życiem wewnętrznym. Ktoś o niej powiedział: «Jak ta siostra przejdzie obok mnie, to mnie się wówczas żyć chce i wraca do mnie równowaga duchowa, a myślałem o tym, aby już raz to życie zakończyć». Nazywano ją «ukrytym skarbem Nazaretu».

Męczeństwo

Wybuch II wojny światowej 1 września 1939 r. i okupacja ziem wschodnich, najpierw sowiecka, a potem niemiecka, zburzyły ład i porządek nowogródzkiej wspólnoty. W czasie okupacji sowieckiej siostry żyły w rozproszeniu, spotykały się jednak na Mszy Św. i nabożeństwie wieczornym w Farze. Jeszcze bardziej zbliżyły się wówczas do ludzi. Wyrzucone z domu, borykały się z problemami życia codziennego i z bliska poznawały cierpienie innych. W czasie okupacji niemieckiej siostry powróciły do klasztoru i starały się być dla udręczonej ludności znakiem nadziei. Takim światłem w mroku stała się podczas obu okupacji Fara, nic też dziwnego, że wierni wypełniali ją tłumnie. Sytuacja była bardzo trudna. Najeźdźcy próbowali poróżnić Białorusinów i Polaków zgodnie z zasadą divide et impera. Wraz z przybyciem do Baranowicz grup specjalnych gestapo, wzmógł się terror wobec ludności cywilnej w mieście i w całym województwie. 31 lipca 1942 r. odbyła się pierwsza zbiorowa egzekucja, podczas której rozstrzelano 60 osób.

Siostry były ostoją dla Polaków nie tylko poprzez swą gorliwą modlitwę w kościele, ale także przez działalność charytatywną, gdyż to oni najbardziej, po ludności żydowskiej, byli prześladowani ze względu na narodowość i wiarę. Na wiosnę 1943 r. siostry jeszcze bardziej wzmogły swój apostolat na polu religijnym i charytatywnym. Wysyłały paczki deportowanym w głąb Rosji, pomagały wszystkim potrzebującym, zorganizowały chór, który śpiewał podczas nabożeństw. S. Maria Kanizja przygotowała trzy grupy dzieci do I Komunii św. i prowadziła w domach tajne nauczanie języka polskiego i historii. Udręczeni nowogródczanie szukali pociechy i ukojenia w Eucharystii, którą sprawował codziennie ks. Aleksander Zienkiewicz, jedyny w tej okolicy ocalały kapłan. Wieczorem, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem, wierni razem z księdzem i siostrami odmawiali różaniec.

W nocy z 17 na 18 lipca 1943 r. gestapo aresztowało w Nowogródku ok. 120 osób i zamierzało je rozstrzelać. Ich rodziny dzieliły się swoim bólem z siostrami. W tej sytuacji, po południu owego dramatycznego dnia, s. Maria Stella przy spotkaniu z ks. Aleksandrem Zienkiewiczem powiedziała: «Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny — modlimy się nawet o to». Tę decyzję siostry podjęły wspólnie, a s. Maria Stella, jako przełożona domu, wyraziła ją wobec księdza kapelana. Informacja dotarła do uwięzionych i jak wspomina jedna z aresztowanych: «nowa otucha i nadzieja wstąpiła w nasze serca».

W końcu skazanym zamieniono karę śmierci na wywóz do pracy w Niemczech. Niektórych zwolniono. Transport wyruszył na zachód 24 lipca 1943 r. Wszyscy wywiezieni przeżyli wojnę i ocaleli.

Na liście osób poszukiwanych przez gestapo znajdował się również ks. Aleksander Zienkiewicz. S. Maria Stella powiedziała do niego: «Mój Boże, ksiądz kapelan jest o wiele potrzebniejszy niż my, toteż modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara».

31 lipca 1943 r. jeden z gestapowców nakazał siostrom stawić się o godz. 19.30 w komisariacie okręgowym, w gmachu dawnego urzędu wojewódzkiego. Wieczorem, po nabożeństwie różańcowym, jedenaście sióstr nazaretanek ze swą przełożoną udało się na gestapo. Siostry spodziewały się w najgorszym wypadku wywiezienia na prace przymusowe do Niemiec. W domu pozostała dwunasta z nich, s. Maria Małgorzata Banaś pracująca w szpitalu. Wracając z pracy, spotkała współsiostry, które szły na komisariat. Pragnęła do nich dołączyć, ale przełożona poleciła jej wrócić do klasztoru i zaopiekować się Farą i księdzem.

Wyrok na siostry był przesądzony z góry. Eksterminacją księży i zakonnic w Nowogródku i jego okolicach zajmowała się policja bezpieczeństwa z Baranowicz, kierowana przez Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, która dążyła do «rozbicia chrześcijaństwa». Tętniąca życiem religijnym Fara, nazywana «kolebką nadziei, gniazdem polskości i bastionem katolicyzmu», musiała zostać zlikwidowana. Stąd też nie oskarżano sióstr o nic ani nie przeprowadzono dochodzenia. Spędziły noc na modlitwie, zamknięte w niewielkiej piwnicy komisariatu.

W niedzielę, 1 sierpnia 1943 r. o świcie gestapowcy wywieźli siostry i rozstrzelali je w niewielkim brzozowo-sosnowym lesie, w odległości 5 kilometrów od Nowogródka. Okoliczności męczeństwa sióstr znane są z fragmentarycznych wypowiedzi uczestników egzekucji.

Jeden z gestapowców, Niemiec pochodzący z Łotwy, który stołował się u Polki Marii Tarnowskiej, w niedzielę 1 sierpnia 1943 r. zjawił się na śniadaniu. «W pewnym momencie złapał się za głowę i powiedział: „Ach, jak one szły, trzeba było widzieć, jak one szły!”. Na pytanie gospodyni domu: „Kto szedł?”, odpowiedział: „Siostry”. Innym razem powiedział: „Tak, one rzeczywiście były niewinne”». Estończyk pracujący w komisariacie, który widział siostry w piwnicy przed śmiercią i uczestniczył w egzekucji, opowiedział, że siostry «w lesie przed straceniem poklękały wszystkie, modliły się, a następnie klęcząc żegnały się ze sobą. Matka przełożona każdą błogosławiła. Ostatni cios odbierały na klęczkach».

U innej rodziny polskiej, państwa Cieślewiczów, stołowali się dwaj oficerowie z brygady lotnej z Baranowicz i ich kierowca. Pan Cieślewicz próbował dowiedzieć się czegoś o losie sióstr od szofera. Powiedział on, że «sami oficerowie z lotnej brygady rozstrzeliwali siostry. I że tylko jedną ich prośbę wykonali, mianowicie siostry prosiły, aby nie zdejmowano z nich ubrania zakonnego. Tak się stało — miały wszystko na sobie». Potwierdziła ten fakt ekshumacja dokonana w dniu 19 marca 1945 roku.

Śmierć sióstr była heroicznym gestem miłości w obliczu nienawiści, świadectwem wiary w Boga, który pierwszy nas umiłował. Męczennice z Nowogródka w 125-letniej historii Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu stanowią najcenniejszy i niezniszczalny skarb, przykład chrześcijańskiego bohaterstwa i mocy Ducha Świętego, który słabe, zwykłe niewiasty uzdalnia do dawania świadectwa o Chrystusie i ofiarowania życia «za przyjaciół swoich» (J 15, 13).

(Zob. S. Maria Teresa Górska CSFN „MĘCZENNICE Z NOWOGRÓDKA”)

Parafia Matki Bożej Anielskiej w Lipsku

©2018 Parafia Matki Bożej Anielskiej w Lipsku

Search